Wydarzenia

Kopiec Piłsudskiego

5 października dzieci z grupy Odkrywców i Sów wyruszyły na ostatnią – finalną wycieczkę
w ramach realizacji projektu ,,Przedszkolaki Szlakiem Krakowskich Kopców”. Tym razem autobusem MPK podjechaliśmy pod ZOO. Niestety, nie ZOO było naszym celem. Minęliśmy więc bramę wejściową, pomachaliśmy słoniom i weszliśmy na czerwono-czarny szlak. I tak dobre 40 minut maszerowaliśmy do podnóża Kopca Piłsudskiego. Nogi trochę bolały, ale nie byliśmy sami. Razem z nami szło 8 innych przedszkoli, a z każdego przedszkola po 2 grupy. To był prawdziwy pochód. Mieliśmy to szczęście, że nasze przedszkole jako pierwsze wchodziło na kopiec i wszyscy nam zazdrościli. My z kolei mogliśmy popatrzeć na nich z góry. Była oczywiście z nami pani przewodnik. Na miejscu dowiedzieliśmy się, że Kopiec Piłsudskiego jest największym i najtrudniej dostępnym z krakowskich kopców, położonym na wzgórzu Sowiniec w Lasku Wolskim. Upamiętnia on postać Józefa Piłsudskiego, odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 roku po 123 latach zaborów i bohaterskie wysiłki zmierzające do jej utrzymania w XX wieku. Jego patron był dowódcą Legionów Polskich, które walczyły w I wojnie światowej, a następnie faktycznym przywódcą odrodzonej Polski. Kopiec był wznoszony w latach 1934-1937. Imię Piłsudskiego nadano mu po śmierci wodza. Złożono na nim ziemię z pól różnych bitew z okresu II wojny światowej. Dlatego też Kopiec Piłsudskiego często nazywa się ,,Mogiłą Mogił”.

Po zejściu z kopca mieliśmy czas wolny. Mogliśmy w końcu zjeść podwieczorek i  nasze smakołyki z plecaków, tańczyć do piosenek z Akademii Pana Kleksa nawiązać relacje z dziećmi z innych przedszkoli. Potem organizatorzy składali podziękowania wszystkim tym, którzy przyczynili się do tego by ten projekt mógł powstać. Podziękowania otrzymaliśmy również my – przedszkolaki, zdobywcy czterech krakowskich kopców. Następnie każde przedszkole otrzymało nagrody grupowe, a przedszkolaki imienne certyfikaty. Na zakończenie wszyscy razem machając polskimi flagami odśpiewaliśmy hymn ,,Krakowskie Kopce”. I z tym hymnem na ustach, by nie myśleć o bolących nogach udaliśmy się w drogę powrotną. To dopiero były przeżycia.


 
Powrót